środa, 16 stycznia 2013

[16] Dziennik Bridget Jones, Helen Fielding

   Od dawna zastanawiało mnie, co takiego miliony kobiet widzi w książce pt. Dziennik Bridget Jones. Męczyło mnie to tak długo, aż postanowiłam wypożyczyć tę książkę i wyrobić sobie swoją własną opinię na jej temat. Jaką? Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji.
    Książka jest pisana w uwielbianej przeze mnie formie dziennika.Zapiski rozpoczyna dość długa lista noworocznych postanowień, która idealnie wpasowuje się w okres karnawału, kiedy to i my zaczynamy walczyć z naszymi noworocznymi postanowieniami.
   Główną bohaterką jest Bridget, którą rodzina uważa za starą pannę i wypomina jej to na każdym kroku. Jej perypetie starannie śledzimy czytając jej często zakrapiany alkoholem pamiętnik. Kobiety i mężczyźni pokochają pannę Jones za jej humor i rzadko trzeźwe myślenie.
   Stałym elementem książki było skrapliwe zapisywanie przez Bridget ilości kalorii, wypalonych papierosów czy wypitych jednostek alkoholu. Miało jej to pomóc w zdobyciu wyznaczonych przez siebie celów.
  Piorytetami Bridget było zrzucenie paru zbędnych kilogramów oraz randka z wymarzonym mężczyzną, którym był przystojny, ale o chulaszczej naturze szef Daniel. W dalszej części książki poznajemy jeszcze kilku facetów życia panny Jones i o dziwo, każdy z nich na swój sposób przypada nam do gustu.
   Ważną częścią Bridget są również jej przyjaciółki, które jako zawzięte feministki wspólnie głoszą tezę męskiego "popaprania". Za postać, z którą wiąże się najwięcej humoru i akcji uważam zbzikowaną panią Jones, matkę Bridget, która na przemian doprowadza do białej gorączki, a potem do niekontrolowanych salw śmiechu.
    Dziennik Bridget Jones zasługuje na gratulację za fenomenalny dowcip oraz dobitne ukazanie kobiecego świata, którego tak niewielu rozumie. Sądzę, że po książkę powinny sięgnąć głównie kobiety szukające w swoim życiu piorytetów oraz takie, które chcą najzwyczajniej pośmiać się w towarzystwie dobrze napisanej książki.
   Podsumowując, gorąco polecam Dziennik Bridget Jones nie tylko za jedyny w swoim rodzaju dowcip, wspaniale wykreowane postaci, ale i za ukryte (czytaj: ważne) przesłanie, którego warto się doszukać. Dołączam się do grona wielbicielek Dziennika Bridget Jones oraz liczę na to, że w najbliższym czasie uda mi się przeczytać kontynuację powieści W pogoni za rozumem.

piątek, 11 stycznia 2013

Powracam po krótkiej przerwie

   Witajcie.
   Po tygodniowej przerwie wracam do blogowania. Bardzo mi przykro, że troszkę zaniedbałam bloga, ale miałam ciężki tydzień w szkole. Całe szczęście oceny już wystawione i z powrotem mogę wrócić do recenzowania książek.
   Przez te kilka dni zdążyłam już dostać kilka ponagleń w sprawie opublikowania następnej recenzji. Mogę Was zapewnić, że te już pomału się piszą. Przez ten cały szkolny rozgardiasz trudno mi było skupić się na czytaniu, a co dopiero na pisaniu recenzji, więc wybaczcie mi te drobne opóźnienia. Dzisiaj wracam i mam zamiar wszystko nadrobić. Począwszy od odpisania na wszystkie maile, a skończywszy na przeczytaniu i skomentowaniu Waszych blogów.
  Muszę zaznaczyć, że przez ten tydzień strasznie brakowało mi naszej literackiej blogosfery, w której zdążyłam się już zaaklimatyzować. Może i nie jest to odpowiedni czas, ani miejsce, ale chciałam teraz i tutaj wszystkim szczerze podziękować za pomoc w zrobieniu tych pierwszych kroków w blogowaniu. Dziękuję.
   Kończąc już, zapewniam Was, że najbliższa recenzja pojawi się w weekend lub na samym początku następnego tygodnia. Wytrzymajcie jeszcze troszkę. Ze smutkiem stwierdzam, że ostatnio coraz mniej rzeczy układa się po mojej myśli, więc, co za tym idzie, mam mniej czasu na sprawy związane z blogiem. Cóż, mam jednak nadzieję, że na blogowanie uda mi się poświęcić jak najwięcej wolnego czasu, gdyż  naprawdę sprawia mi to wiele radochy. Trzymajcie kciuki!

piątek, 4 stycznia 2013

[15] Skrzydła Laurel, Aprilynne Pike

   Na Skrzydła Laurel, całkiem przypadkiem, trafiłam w Internecie. Moje pierwsze wrażenie wcale nie było pozytywne, a wszystko przez fatalną okładkę. Okazuje się, że dobrana szata graficzna to połowa sukcesu. W końcu jednak postanowiłam przeczytać tą książkę i nie żałuję żadnej poświęconej na tą czynność minuty.
   Laurel, surową wegankę, poznajemy pierwszego dnia w nowej szkole. Z początku, jako nowa uczennica, czuje się zagubiona i niedopasowana do otoczenia. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje nieśmiałego Dawida. To jemu zdradzi swoją największą tajemnicę.
   Pewnego dnia na plecach Laurel pojawia się niewielki guzek, który z czasem przybiera coraz większe rozmiary, aby wkońcu przeistoczyć się w przepiękny kwiat, który do złudzenia przypomina parę skrzydeł.
   Laurel udaje się do swojego rodzinnego domu. Nie wie jeszcze, że spotka tam przystojnego Tamaniego, który ma odkryć przed nią wszystkie karty przeszłości.
   Kim naprawdę jest Laurel? Jakie życie wybierze: ludzkie z ukochanym Dawidem czy magiczny świat wróżek z Tamanim? Jakie konsekwencje poniesie za sobą odkrycie prawdy?
   Gdy sięgałam po Skrzydła Laurel, spodziewałam się baśniowej opowieści o wróżkach, elfach i leśnych gnomach. Moje przeczucia nie sprawdziły się, a książkę mogę określić mianem cywilizowanej i nie patrzącej na stereotypy, oryginalnej powieści o wróżkach.
   Książkę czytało się niebywale szybko i przyjemnie. Kiedy doszłam do ostatniej strony ze smutkiem zapytałam "To już koniec?". Całe szczęście, że Skrzydła Laurel nie kończą się na jednej książce, a mają swoją kontynuację w kolejnych trzech częściąch powieści.
   Autorka bardzo umiejętnie opisywała uczucia Laurel oraz relację pomiędzy główną bohaterką a Dawidem. Kiedy jednak pojawił się Tamani, zaczęło mi przeszkadzać wrażenie miłosnego trójkąta rodem z "Zmierzchu". Mimo to, rozmarzyłam się przy tej książce bardzo, a wszystko dzięki wspaniałej zdolności przekazywania czytelnikowi emocji, jakie towarzyszyły bohaterom.
   Skrzydła Laurel zawiodły mnie monotonnością zdarzeń, co ujawnia się jedynie na początku książki. Kiedy akcja rozkręca się, nie można już oderwać się od czytania, a powieść zaskakuje dynamiką oraz pomysłem na ukazanie świata wróżek i jego mieszkańców, który znacznie odbiega od pierwowzoru, jakim jest Dzwoneczek. To nie pozwala nudzić się odbiorcy.
   Jest jeszcze jedna mała wada, ale bardzo znacząca, o której już wspominałam we wstępie, a mianowicie bardzo nieudana okładka. Jest okropna, pochwalę jedynie napis, który oddaje czar powieści.
   Podsumowując, jestem zachwycona wspaniałym debiutem oraz zdolnościami Aprilynne Pike. Książkę polecam każdemu, który ma ochotę na chwile wytchnienia oraz pogrążeniu się w marzeniach. Skrzydła Laurel z pewnością posiadają dar wprowadzania w melancholijny nastrój.
Ocena: 5/6
Tytuł: Skrzydła Laurel
Autor: Aprilynne Pike
Ilość stron: 264
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie miesiąca grudzień oraz życzenia noworoczne

   Witajcie!
   Nie zamierzam robić podsumowania roku, ponieważ mój blog istnieje zaledwie trzy miesiące, ale za to zapraszam Was na podsumowanie miesiąca grudzień ;D

BILANS MIESIĄCA GRUDZIEŃ 2012 :)

Ilość przeczytanych książek: 6
Ilość zrecenzowanych książek: 4 (recenzja "Skrzydeł Laurel" w przygotowaniu)
Najlepsza książka: Zawsze przy mnie stój, Carolynne Jess-Cook oraz Zaginiony symbol, Dan Brown
Najsłabsza książka: Dziewczyna z sąsiedztwa, Jack Ketchum
Ilość przeczytanych stron: 1751 (w tamtym mies. 1606)
Co daje dziennie: 58 (w tamtym mies. 53)
Licznik odwiedzin: 4081 (w tamtym mies. 2736)
Liczba obserwatorów: 59 (w tamtym mies. 49)
Ilość komentarzy: 482 (w tamtym mies. 333)

  W tym miesiącu skromnie było z czytaniem, ale to przez te przedświąteczne zamieszanie. Miałam nadzieję, że więcej czasu znajdę podczas przerwy świątecznej, ale niestety okazało się, że mam więcej roboty, nie czasu na czytanie :/
   Jeśli chodzi o postępy w blogowaniu to muszę się pochwalić moją pierwszą współpracą, nawiązaną z Panem Wojciechem Pietrzakiem, od którego otrzymałam egzemplarz recenzencki powieści "Hexa". Więcej o książce możecie dowiedzieć się na stronie autorskiej Pana Wojciecha Pietrzaka.

   Czego sobie życzę w Nowym Roku? Napewno jeszcze wielu zrecenzowanych książek oraz mnóstwo zapału do blogowania, ponieważ to jest to, co sprawia mi mnóstwo radości :D

   Jeszcze korzystając z okazji chciałam Wam życzyć, moi drodzy czytelnicy, aby Nowy Rok był jeszcze lepszy niż ten, dzisiaj szampańskiej zabawy oraz szczęśliwego Nowego Roku ;D

piątek, 28 grudnia 2012

[14] Recenzja: Zawsze przy mnie stój, Carolyn Jess-Cooke

   Zawsze przy mnie stój wypożyczyłam kilka tygodni temu w bibliotece, ale pierwsza do książki dorwała się moja mama. Cierpliwie czekałam na swoją kolej, aż w końcu dałam się ponieść niezwykłej i wzruszającej powieści o sztuce zaufania.
   Kiedy umieramy najczęściej zostajemy Aniołami Stróżami kogoś nam bliskiego, np. brata lub kuzynki. Margot po śmierci wraca na Ziemię jako swój własny Anioł Stróż. Od tej chwili na nowo musi przeżywać swoje życie będącym pasmem nieszczęść i cierpień, kierując się czterema zasadami: Obserwować. Chronić. Rejestrować. Kochać.
   Ruth, bo takie imię przybiera Margot jako Anioł, nie jest łatwo przyglądać się wszystkim błędom popełnianym przez Margot, ani wszystkim zgubnym decyzjom przez nią podjętych. Wie jednak, że może zmienić jedynie pare elementów układanki, ale nie jest w stanie namalować nowego obrazu. Czy aby ratować Margot i tych, których kocha, Ruth będzie gotowa zawrzeć pakt z demonem, łamiąc cztery święte zasady, których obiecała przestrzegać i tym samym skazując się na największą karę?
   Książka uważana jest za międzynarodowego bestsellera i łączy w sobie elementy powieści obyczajowej i paranormalnej. Warto zaznaczyć, że książka nie należy do lekkich, bo przepełniona jest tragedią i trudnymi refleksykjnymi pytaniami.
   Powieść porusza opowieścią o przebaczaniu i zauważaniu popełnionych błędów, a także wierze, że uda nam się je naprawić. Przesłaniem tej książki jest problem zaufania, nie tylko Bogu i bliskim, ale sobie samemu. Pokazuje nam, że warto zaufać i uwierzyć, a wszystko potoczy się wtedy, jak powinno.
   Po przeczytaniu tej książki każdy niech zada sobie pytanie czy wierzy w Anioły. Ja zrozumiałam to, że nie wszystko możemy zobaczyć ludzkim okiem, dlatego powinniśmy zaufać i poczuć, że obok nas istnieje inny, doskonalszy świat.
   Podsumowując, jestem pewna, że kiedyś jeszcze wrócę do tej książki i na nowo poczuję na sobie dotyk Anioła. Wzruszyłam się, ale i wiele nauczyłam czytając tą książkę. Polecam każdemu, kto pragnie spojrzeć na świat przez pryzmat wiary i miłości.

Ocena: 6/6

Tytuł: Zawsze przy mnie stój
Autor: Carolyne Jess-Cooke
Objętość: 312 stron
Wydawnictwo: Otwarte

niedziela, 23 grudnia 2012

Christmas TAG

   Przedświąteczny klimat opanował blogosferę. Od połowy grudnia na blogach zaczęły pojawiać się posty z świątecznymi konkursami, zdjęciami przystrojonych choinek i życzeniami dla czytelników.
   Również jedna, wprowadzająca w świąteczny klimat, zabawa stała się bardzo popularna i pojawiła się na prawie każdym blogu, a dziś również i na tym.
   Zabawa "Christmas TAG" polega na podaniu odpowiedzi na piętnaście pytań związanych ze Świętami. Dalej powinno się zaprosić pare osób do tej zabawy, ja jednak zapraszam Was wszystkich, póki jest jeszcze trochę czasu!
   Tak więc zapraszam i miłej zabawy :D
 

01. Kiedy zaczynasz przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia?
Wszystko mam już zrobione. Pokoje wysprzątane, choinka przystrojona, prezenty kupione. Zostało mi tylko je zapakować ;)

02. Posiadasz kalendarz adwentowy?
Niestety nie, ale bardzo chciałam mieć go w tym roku, aby poczuć się znowu jak mała dziewczynka zjadająca wszystke czekoladki pierwszego dnia adwentu ;)

03. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?
Jak na przekór powiem, że nie jest to "Kevin sam w domu". Moim ulubionym świątecznym filmem jest "To właśnie miłość".

04. Czy masz jakieś wesołe wspomnienie świąteczne?
Cóż, trudno stwerdzić, gdyż zazwyczaj Święta przypominają te poprzednie, ale wesołe wspomnienia zawsze kojarzą mi się z przyjazdem mojej ukochanej cioci, a zarazem chrzestnej z Niemiec :)

05. Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?
Myślę, że bardzo pospolicie. Uroczysta kolacja, rozpakowywanie prezentów, a potem zabawa. W tamtym roku całą rodziną graliśmy w Wii ;D

06. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego Narodzenia?
Jeszcze do niedawna były to prezenty, ale teraz pokochałam ten przedświąteczny klimat.

07. Czy masz jakieś tradycje świąteczne?
Nie wiem czy można nazwać to tradycją, ale zawsze przed świętami cała rodzina idzie do fryzjera ;)

08. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?
"I saw mummy kissing Santa Claus" oraz "Rocking around Christmases Tree".

09. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Sztuczną, małą, ale bogato przyozdobioną ;D

10. Jaki jest Twój ulubiony zapach świąteczny?
Pomarańczy z goździkami i jabłka z cynamonem.

11. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?
Nie mam ulubionych, ale nienawidzę tych zielonych.

12. Odliczasz dni do Świąt?
Nie. Kiedyś jak byłam młodsza to owszem, ale dziś nie zwracam na to uwagi.

13. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Nie posiadam takiego. Paznokcie maluję rzadko, ale akurat wczoraj sobie pomalowałam - na metaliczny ciemny róż.

14. Ulubiony zimowy napój?
Herbata z miodem i goździkami.

15. Jak wygląda Twój pokój podczas okresu świątecznego?
Jest posprzątany ;)

   Myślę, że przed Świętami niestety nie uda mi się opublikować już nowego postu z jakąś świąteczną recenzją, więc już (a może dopiero) życzę wszystkim moim czytelnikom Wesołych Świąt! Pogodnych, ciepłych, spokojnych, magicznych i w gronie najbliższych!

niedziela, 16 grudnia 2012

[13] Dziewczyna z sąsiedztwa, Jack Ketchum

   Dziewczyna z sąsiedztwa jest pierwszą książką grozy, którą recenzuję na tym blogu. Czy zdołam oddać jej klimat?
   Dziewczyną z sąsiedztwa jest nastoletnia Meg o rudych włosach i z ogromną blizną na przedramieniu, pamiątką po wypadku samochodowym, w którym zginęli jej rodzice.
   Meg wraz z młodszą siostrą Susan trafiają do domu swojej jedynej krewnej - Ruth, kobiety pięknej, po trzydziestce, samotnie wychowującej trzech synów. Odkąd Meg trafiła do swojego nowego domu ma wrażenie, że wcale nie jest tu mile widziana. Ze swoich obaw zwierza się Davidowi z którym odnalazła wspólny język.
   David to przeciętny trzynastolatek, który chętnie chodzi po drzewach, nocuje u kolegów i wraz z nimi przeprowadza poważne konwersacje na temat wielkości piersi obecnych modelek "Playboya". Jest stałem bywalcem w domu Ruth, która zawsze częstowała chłopaków piwem, czego ich rodzice surowo zabraniali.
   Pewnego dnia David jest świadkiem maltretowania Meg przez Ruth i jej synów. Od tej pory nieumyślnie staje się obserwatorem znęcania się, rozbierania i dotykania, bicia, gwałcenia i upokarzania nastolatki. Czy David pomoże upodlonym siostrom czy stanie po stronie kolegów i razem z nimi zacznie grać w "Grę"?
   Dziewczyna z sąsiedztwa nie jest opowieścią o seryjnych mordercach latających przez las z siekierami czy zakrwawionych zombie polujących na ładne dziewczyny. W tej powieści nie znajdziemy fragmentów, gdzie krew leje się strumieniami, a wnętrzności wypadają z rozmachem w stylu Kuby Rozpruwacza, a psychologiczną historię brutalnej zabawy Ruth i jej napalonych na nagie ciało synów, która przerażała i trzymała w napięciu równie dobrze, jak niejeden horror.
   Chyba jedynym minusem książki jest przeraźliwe przynudzanie przez pierwsze 100 (!) stron. Autor opisuje tam niepotrzebne, nic nie wnoszące do treści zdarzenia, np. jedzenie obiadu czy nocowanie u kolegów. Muszę przyznać, że było to najgorsze wprowadzenie do głównwgo wątku, jakie kiedykolwiek czytałam i za to ocena będzie obniżona.
   Zachwyciła mnie za to wizja ludzkiego umysłu przedstawiona przez autora. Pokazała ona, jak umysł przykładowej kobiety z traumatycznymi przeżyciami może zmienić ją w potwora. Udowodniła, że nawet błacha sprawa może zrodzić w umyśle psychopaty pomysł na nową torturę, którą z chęcią przeprowadzi na swojej ofierze.
   Tą ofiarą przeważnie jest odzwierciedlenie tego, czego boi się lub źle wspomina napastnik. Co takiego stało się w życiu Ruth, że postanowiła zemścić się za to na przypadkowej dziewczynie?
   Okładka od razu rzuca się w oczy, choć wcale nie przyprawia o mdłości i dzięki Bogu. Może grafika słaba, ale sam pomysł jest bardzo oryginalny i wspaniale oddaje tematykę książki.
   Podsumowując, jeśli szukacie mocnych wrażeń nie spowodowanych obrzydzeniem, a logiką szalonych umysłów połączoną z wymyślnymi i uzasadnionymi formami zadawania bólu, to wraz z Stephenem Kingiem bardzo polecam tą książkę.
Ocena: 4+/6
Autor: Jack Ketchum
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Wydawnictwo: Papierowy księżyc